CHWILE SŁABOŚCI

Żyjąc w Polsce wiedziałam, że w końcu musi nadejść ten dzień w którym będę musiała zdecydować czy pojadę z Kuan-Linem do jego kraju, zostawiając wszystko co miałam w Polsce. Im bliżej nadchodził ten dzień, tym więcej pytań sobie zadawałam: co będzie jak się nie uda? co jeśli nie będę tam szczęśliwa? W końcu nadszedł dzień, kiedy Kuan-Lin mi się oświadczył, nie spodziewałam się, że zrobi to zgodnie z naszą polską tradycją (co prawda kiedyś mi się pytał jak to wygląda, ale myślałam, że po prostu był ciekawy). W tym czasie moja mama przyjechała do Polski, więc była to doskonała okazja dla Kuan-Lina :). Wspominając to, to chcę mi się śmiać, że się nie domyśliłam, co on kombinuje. Pojechaliśmy do mieszkania mojej mamy, żeby zjeść razem obiad, była tam również moja siostra z chłopakiem. Po obiedzie Kuan-Lin oświadczył, że zadzwonił do niego kolega i mu się auto popsuło i prosi o pomoc. Było to dla mnie normalne, że Kuan-Lin jedzie pomóc koledze. W końcu wrócił do nas, ubrany w garnitur i z bukietami kwiatów, wtedy było już oczywiste o co chodzi.
Kolejnym szokiem było dla mnie to, że Kuan-Lin zaczął mówić do mojej mamy po polsku, prosząc ją o moją rękę. W między czasie oczywiście poleciały mi już łzy. A potem poprosił mnie o rękę, zaczęłam płakać jak małe dziecko. Podobało mi się to, że połączył do tego również swoją tradycję, w której podczas oświadczyn przynosi się prezenty dla rodziców narzeczonej. W tym dniu cieszyłam się jak małe dziecko, lecz następnego dnia doszło do mnie, że podjęłam właśnie decyzje, że wyjeżdżam z Polski. Mimo tego, że Kuan-Lin dawał mi dużo miłości i czułam się z nim bezpiecznie, nadal w głowie miałam mętlik. 
Minął rok i zaczęło się pakowanie naszych rzeczy, wszystko się jakoś nawarstwiło, moje studia, załatwianie wszystkich dokumentów, przyjazd Kuan-Lina rodziców do Polski, zmęczenie, stres, że w konsekwencji wylądowałam w szpitalu, wtedy znowu zdałam sobie sprawę, że mogę liczyć na niego. Widziałam też, że jego rodzice również, się o mnie martwią i próbowali pomóc co mnie ucieszyło. 
Nadszedł, czas pożegnań, starałam się być twarda i nie okazywać łez, ale jak wsiadłam do samolotu nie potrafiłam ich powstrzymać. Jedyną rzeczą jaką w tamtej chwili potrzebowałam to przytulić się do Kuan-Lina bo wiedziałam, że usłyszę od niego słowa wsparcia.
Pierwsze dwa miesiące były wspaniałe, ponieważ przyjechała moja rodzinka, przygotowywaliśmy się do ślubu, ale po tym wszystkim nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Kuan-Lin musiał się uczyć do egzaminu, a ja nie znając języka musiałam się jakoś tutaj odnaleźć. Było mi ciężko, ale codziennie Kuan-Lin mnie motywował i za to jestem mu bardzo wdzięczna, bo inaczej nie wiem czy dałabym radę.
Oczywiście nadal mam dni słabości i bardzo tęsknię za rodziną, ale jestem tutaj mega szczęśliwa i wsparcie męża bardzo mi pomaga. Dodatkowo mam wsparcie od moich muszkieterek :) (mojej mamy i siostry), które mimo swoich codziennych obowiązków potrafią codziennie znaleźć chwilkę, żeby zemną porozmawiać. Przed wyjazdem otrzymałam trzy wyjątkowe prezenty od bliskich mi osób, które w chwilach słabości przypominają mi o tym, że w Polsce mam osoby na których mogę polegać.


Na Tajwanie odnalazłam spokój, nie ma tutaj tej całej pogoni jak w Polsce, wszystko robi się tutaj powoli. Dużo osób za nim wyjechałam pytało mi się czy się nie boje? a ja odpowiadałam, że oczywiście, że się boje, jest ryzyko, że może się nie udać, ale jak nie spróbuje to potem będę tego żałować. Teraz wiem, że jeżeli w związku jest wsparcie, zrozumienie, miłość to nie ma znaczenia gdzie mieszkasz. Oczywiście mogłabym znaleźć mnóstwo rzeczy, które mi się nie podoba na Tajwanie, ale po co? Po co niszczyć sobie życie takimi duperelami? W pierwszych miesiącach do wielu rzeczy podchodziłam negatywnie, ale na tą chwilę wolę traktować wszystko pozytywnie :) i za nim coś ocenię np. zachowanie ludzi, ich kulturę, staram się zapytać męża dlaczego tak robią i staram się znaleźć coś pozytywnego w tym. Uwierzcie mi, życie staje się o wiele łatwiejsze, kiedy myślimy pozytywnie, a nie staramy się nakręcać negatywnie na kogoś lub na coś. Chcę jeszcze wyprostować jedną rzecz, to nie jest tak, że ja codziennie wstaje i jestem pozytywnie nakręcona, bo jak każdy człowiek mam chwilę słabości, ale każdego dnia walczę z tym, bo chcę żeby moje życie oraz otaczających mnie osób było szczęśliwe.     


Nowsze posty
« Nowsze posty
Starsze posty
Starsze posty»

8

NAPISZ KOMENTARZ
Natalia Yeh
AUTHOR
18 stycznia 2015 14:23 delete

Thank you :) Regards :)

Reply
avatar
18 stycznia 2015 20:05 delete

bardzo odważną decyzję podjęłaś, ale mam nadzieję,że będziesz z niej zadowolona do końca :) życzę wszystkiego co najlepsze:*

Reply
avatar
Natalia Yeh
AUTHOR
18 stycznia 2015 20:28 delete

Dziękuję, ja też mam taką nadzieję :) Pozdrawiam i również życzę wszystkiego co najlepsze :)

Reply
avatar
malwinkasss
AUTHOR
28 kwietnia 2015 05:28 delete

Wszędzie może się udać i nie udać... Ja myślę, że w zyciu trzeba się kierować sercem. Zwłaszcza, jeśli chodzi o takie decyzje. A człowiek sam wie, jaką wartość stanowi dla niego uczucie do ukochanej osoby. Prawdziwa miłość nie ma żadnych granic. A niektórzy płacą za nią wysoką cenę - rozłąka, strach, emigracja... Ważne, żeby zawsze wiedzieć, że warto.

Reply
avatar
Natalia Yeh
AUTHOR
28 kwietnia 2015 17:33 delete

Masz rację :), w moim życiu, prawie zawsze kieruję się sercem i niestety czasami wychodziłam na tym źle, ale w prawdziwej miłości, mam nadzieję, że nigdy nie poczuję tego uczucia, że się nie udało :).

Reply
avatar
6 maja 2015 22:13 delete

Odwagi! Podobnie sie czulam wychodzac za mojego japosnkiego meza, zwlaszcza, ze od poczatku bylo wiadomo, ze z racji jego pracy nie uda nam sie zamieszkac w Europie. Ciezka decyzja o rozstaniu sie z rodzicam, rodzenstwem i przyjaciolmi. Ale o ile relacja przyjacielska sie rozluznila, to rodzicielska znacznie poprawila! No i mam u boku super faceta. :)

Reply
avatar
Natalia Yeh
AUTHOR
6 maja 2015 23:26 delete

Każdego dnia mój mąż udowadnia mi, że podjęłam dobrą decyzję :) i mimo, że są dni słabości wiem, że to jest chwilowe :). Gratuluję Tobie, że miałaś też to szczęście, że mogłaś poznać super faceta :).

Reply
avatar

  PhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucket